reklama
Katastrofa! I co dalej?

Katastrofa! I co dalej?

Zostawiłaś dziecko tylko na minutkę samo, dosłownie na minutkę, tyle ile trwa odebranie od listonosza listu poleconego. Po czym odwracasz się i widzisz... . farba na ścianach, firanki pocięte w paseczki albo wielkie ciasto na podłodze zrobione z wszystkich sypkich produktów, które akurat były w szafkach...

Jaka jest najczęstsza rodzicielska reakcja? Załamanie rąk, bezradność, a kiedy minie pierwszy szok... pojawia się złość. Zwłaszcza, jeśli straty są duże albo wydają się być duże... Co robić w takiej sytuacji?

Jaka piękna katastrofa!

Pierwszym odruchem musi być ocena sytuacji – musimy stwierdzić, czy potrzebna jest reakcja natychmiastowa (dziecko trzyma nóż, chwiejnie stoi na stole lub nie wszystkie jajka są jeszcze stłuczone i można je uratować), czy też czas nie gra roli. Jeśli dziecku nie grozi niebezpieczeństwo, a straty są nieodwracalne, pozostaje nam wziąć głęboki oddech i docenić urodę tej katastrofy.

Nawet jeśli pewnych rzeczy żal, a sprzątania będzie naprawdę mnóstwo, to pomyśl sobie, że za wiele lat, właśnie to wydarzenie będziecie wspominać. I choć teraz trudno w to uwierzyć, to będą radosne wspomnienia, które staną się ulubionymi rodzinnymi anegdotkami.

Dziś śmiejemy się z tego, jak mój synek pomagał mi wstawić pranie wrzucając skarpetki do ubikacji, czy wymieszał na podłodze kilo soli z kilkoma jajkami. W skorupkach. Dlatego taką piękną katastrofę warto uwiecznić. Robiąc zdjęcie masz czas na opanowanie negatywnych emocji, dojrzenie zabawnej strony całej sprawy, dajesz dziecku szansę na podjęcie próby naprawy sytuacji (często te próby pogarszają stan rzeczy, ale warto na nie pozwolić, bo to uczy dziecko odpowiedzialności), a taka fotografia może być najchętniej oglądaną w waszym rodzinnym albumie.

Zabezpiecz szafki przed dostępem dzieci

Po opanowaniu żywiołu, czas na przemyślenie sytuacji i wyciągnięcie wniosków, bo mimo że katastrofa była piękna, to jednak wolelibyśmy, żeby się nie powtórzyła...

Czy nam się to podoba, czy nie, za bezpieczeństwo dzieci odpowiadają całkowicie rodzice. Owszem, wypadki się zdarzają, ale miejmy świadomość, że rzeczy cenne (szczególnie te, których odkupić się nie da, typu zdjęcia czy dokumenty) powinny znajdować się poza zasięgiem rąk dziecka.

Podobnie ma się rzecz z przedmiotami niebezpiecznymi (lekami, chemikaliami, środkami czyszczącymi, ostrymi narzędziami). Trzeba dziecko uczyć, jak ich używać, ale nie można zaufać, że kilkuletni maluch zawsze będzie pamiętał, jak się z tym obchodzić. Należy przyjąć, że do pewnego wieku (i stopnia dojrzałości dziecka) trzymamy się zasady: używaj, ale pod kontrolą.

Zakazane cieszy najbardziej

Obserwując moje dzieci, doszłam do wniosku, że im bardziej się im zabrania coś wziąć, tym większą mają ochotę się z tym zapoznać. Dlatego z premedytacją (i drżeniem serca...) pozwalam na pewne rzeczy. Dzięki temu panuję nad „pierwszym kontaktem” z np. aparatem fotograficznym, mogę też zapobiec jego zniszczeniu, nauczyć prawidłowych nawyków. Daje to też szansę, że kiedy dziecko skorzysta z mojej nieuwagi, będzie wiedziało co z tym robić, jak tego użyć.

Zastanówmy się też, czego chcemy nasze dziecko nauczyć?

Katastrofy to często próba bycia samodzielnym, dziecko chce zrobić ciasteczka dla mamy, wypastować buty, czy poprzesadzać kwiatki. Nazywanie tych działań „niegrzecznymi” sprawi, że zniechęcimy je do takich prób, a przecież zupełnie nie o to nam chodzi. Może więc warto zatrzymać się na chwilę i zastanowić, jak pomóc dziecku nabyć daną umiejętność w taki sposób, aby nie narobiło szkód.

Eksperymentowanie uczy bycia twórczym

Kreatywność to niezwykle pożądana cecha w dzisiejszym świecie, ceni się kreatywnych uczniów, pracowników, artystów, ale kiedy nasze dziecko smaruje plasteliną gorący kaloryfer, zupełnie nie dostrzegamy w tym kreatywności...

Katastrofy to często przykład eksperymentowania i poznawania świata (co się stopi przyłożone do gorącej żarówki: kredka świecowa? a zwykła? kawałek świeczki? żelka?) lub nieszablonowego wykorzystania materiałów (użycie papieru toaletowego jako wstążki czy pomalowanie marchewkowym przecierem ściany).

Zamiast się złościć, spróbujmy dostrzec w takim działaniu (oprócz bałaganu), możliwość rozwoju naszego dziecka. Po posprzątaniu i podliczeniu strat najczęściej okazuje się, że koszty materialne wcale nie były tak wysokie, jak się obawialiśmy.

A jeśli dziecko polubi i będzie coraz częściej siać spustoszenie?

Na pewno polubi, bo przecież mieszanie kasz o różnej granulacji to super zabawa! Rysowanie na wykładzinie wzorków pastą do zębów też... Dlatego dziecko trzeba uczyć, jak bałaganić bezpiecznie (zabawa kaszami nie straci na uroku, jeśli będą to małe miseczki różnych kasz, fasolek i innych sypkich produktów ustawionych na tacy lub w innym, łatwym do uprzątnięcia miejscu; pastą do zębów natomiast świetnie się maluje na wielkim arkuszu szarego papieru). Dziecko powinno też uczestniczyć w sprzątaniu. Jest wtedy szansa nauczenia go, że z bałaganienia wynika jedna ważna konsekwencja – konieczność zrobienia porządku...

Joanna Górnisiewicz