reklama

Ekspeci z Rady Języka Polskiego przy PAN krytykują reformę MEN

Prace nad wdrażaniem reformy edukacyjnej, w tym opracowywaniem nowej podstawy programowej, idą pełną parą i przyjmują zawrotne tempo. Niestety nawet entuzjaści ośmioklasowych szkół podstawowych nie mają się z czego cieszyć. Wygląda bowiem na to, że podstawa programowa, bez której nic się nie uda, jest tworzona na kolanie i po łebkach – przynajmniej ta z zakresu języka polskiego.

Podstawa programowa – język polski, klasy IV-VIII szkoła podstawowa

Rada Języka Polskiego przy Prezydium PAN przedstawiła uwagi do projektu podstawy programowej MEN: Język polski dla szkoły podstawowej, dla klas IV-VIII. Śmiało można powiedzieć, że 9-stronicowy dokument to zbiór uwag krytycznych, które nie zostawiają na autorach projektu suchej nitki. Zarzutów jest mnóstwo, pozytyw jeden, a i jedna konkluzja - przedstawiona wersja programu nie może być nazywana podstawą programową i powinna zostać gruntownie zmieniona. Dlaczego?     

Oceniany dokument nie spełnia wymagań podstawy programowej, mającej określać wspólne kierunki działania wszystkich nauczycieli i uczniów, ale też dającej wybór uczestnikom procesu edukacyjnego. Mamy tu do czynienia z rodzajem narzucanego z góry programu nauczania, przyporządkowującego wybrane arbitralnie treści do poszczególnych klas, bez uwzględnienia różnorodności potrzeb i możliwości uczniów. Ogranicza to znacząco wolność wyboru nauczycieli (ich zespołów) oraz uczniów i oznacza powrót do trybu nakazowego w postaci dokumentu sygnowanego przez Ministra Edukacji Narodowej.

Zastrzeżenia natury ogólnej

Specjaliści mieli wiele zastrzeżeń już na wstępie. Po pierwsze dokument, który członkowie rady znają ze strony internetowej MEN, nie mógł być wnikliwie oceniony, ponieważ na konsultacje przeznaczono zaledwie pięć dni roboczych, a przedstawiony projekt obejmował wyłącznie zakres przyszłej szkoły podstawowej, w oderwaniu od treści nauczania czy kanonu lektur, obowiązujących na kolejnych etapach edukacji.

Po drugie - ani w samym programie, ani w części opisowej (preambule) nie dostrzeżono podstaw merytorycznych (językoznawczych) ani dydaktycznych, na jakich proponowany dokument został oparty.
Po trzecie (o zgrozo!) - tekst nie został dopracowany pod względem językowym i edytorskim. W szczegółowych zapisach programowych można znaleźć błędy gramatyczne, interpunkcyjne, a także rzeczowe.

Przedstawiony do prekonsultacji projekt podstawy programowej jest niespójny, nielogiczny, z licznymi błędami, także natury językowej i terminologicznej. Wykazuje niekompetencje zespołu autorskiego, szczególnie jeśli chodzi o metodykę przedmiotową i psychologię rozwojową.

Uwagi do projektu podstawy programowej MEN, czyli krytyczne uwagi merytoryczne

To, co budzi niepokój to fakt, że podstawa programowa, jeśli chodzi o budowanie tożsamości człowieka, skoncentrowana jest wyłącznie na tożsamości narodowej. W związku z tym, że dokument jest bardzo ogólnikowy i nie zawiera ani uwag o realizacji, ani prezentacji koncepcji, trudno jednoznacznie określić, jaki kształt owa tożsamość przybierze.

Pewne z kolei jest, że treści kształcenia są przestarzałe, oddają rzeczywistość kulturowo-komunikacyjną sprzed 50 lat. Lekcje języka polskiego zostaną więc oderwane od rzeczywistości, w której żyje współcześnie człowiek. Będą postrzegane jako skansen. Widać to wyraźnie między innymi w doborze lektur:

W dobrze lektur nie zostały uwzględnione możliwości poznawcze uczniów na różnych etapach edukacyjnych oraz uwarunkowania skutecznego uczenia się. Dobór lektur nie uwzględnia również zmian kulturowych, cywilizacyjnych i technologicznych, jakie się dokonały w Polsce. Zaproponowane lektury nie uczą poznawania, interpretowania współczesnego świata wraz z całą jego różnorodnością, nie uczą zadawania pytań, nie uczą ciekawości świata, nie pokazują wielości systemów wartości, nie uczą poruszania się w świecie przepełnionym informacją. Zaproponowany przez MEN kanon lektur nie przygotuje uczniów do życia w świecie, w którym podstawową umiejętnością ma być przetwarzanie tekstów. 

Teksty dziewiętnastowieczne i z I połowy XX w., które przeważają wśród proponowanych lektur, choćbyśmy uważali za największe dzieła polskiej literatury (…) będą lekturami, po których może pozostać tylko przekonanie, że „Słowacki wielkim poetą był”, co może ostatecznie zniechęcić młodych Polaków do czytelnictwa w ogóle.

W całym dokumencie razi przypadkowość przyporządkowania do poszczególnych działów treści nauczania. Rozłożenie treści na kolejne lata nauki w wielu miejscach jest sprzeczne z ustaleniami psychologii rozwojowej i poznawczej. Autorzy dokumentu nie respektują ani ogólnych zasad dydaktycznych (np. stopniowania trudności, wiązania teorii z praktyką, operatywności wiedzy uczniów), ani zasad dydaktyk szczegółowych (w tym dydaktyki ortografii i interpunkcji).

Projekt w specyficzny sposób profiluje wybrane treści, przesuwając na plan dalszy lub całkowicie pomijając inne. Autorzy dokumentu pomijają wiele treści, nie precyzują, jaką konkretnie wiedzę i umiejętności ma w danej klasie zdobyć uczeń.

W projekcie występują niepotrzebne powtórzenia, a autorzy dowartościowują wiedzę deklaratywną, rezygnując z pytania o jej funkcjonalność i odniesienia do praktyki używania języka i obcowania z tekstem. Zauważalny jest nadmiar wymagań w zakresie wiedzy odtwórczej. To, że uczeń czegoś na pamięć się nauczy, nie jest żadną wiedzą, a tylko zbiorem informacji, nie ma więc wartości poznawczej.

W proponowanym programie znajdujemy też echo choroby zwanej „testomanią” - w postaci gotowej siatki terminów,  których znajomość poddaje się łatwym sprawdzianom testowym. Ale to w sumie wpisuje się w mający obowiązywać trend:

Preferowana jest wiedza, a niedostosowanie jej zakresu do możliwości poznawczych uczniów spowoduje, że będzie przyswajana  biernie i pamięciowo. Nastąpi powrót do „encyklopedyzmu”; twórcze, refleksyjne, krytyczne korzystanie z wiedzy będzie poza zasięgiem większości uczniów.

Konkluzja

Specjaliści wchodzący w skład Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN, którzy opiniowali projekt podstawy programowej z języka polskiego w klasach IV-VIII szkół podstawowych, wystawili ekspertom i MEN ocenę niedostateczną.

Zaproponowany dokument wprowadzi chaos do edukacji polonistycznej, tym samym wymaga gruntownej zmiany, a przede wszystkim odwołania się do aktualnej wiedzy, w tym także (a może nawet przede wszystkim) z zakresu dydaktyki języka polskiego. Obecna wersja programu nie może być nazywana podstawą programową i powinna zostać gruntownie zmieniona.      

Zarzuty są konkretne, a wnioski czytelne. Od siebie właściwie możemy dodać tylko tyle, że naprawdę jest się czego bać. Pojawiają się też pytania - czy specjaliści, którzy są odpowiedzialni za tworzenie podstawy programowej, a co za tym idzie kształcenie naszych dzieci, są kompetentni i wiedzą, co robią? Idąc dalej – jeśli podstawa programowa w zakresie innych, poszczególnych przedmiotów także będzie opracowywana na kolanie… Miejmy nadzieję, że są to niepotrzebne obawy.

Źródło


Ekspeci z Rady Języka Polskiego przy PAN krytykują reformę MEN

Prace nad wdrażaniem reformy edukacyjnej, w tym opracowywaniem nowej podstawy programowej, idą pełną parą i przyjmują zawrotne tempo. Niestety nawet entuzjaści ośmioklasowych szkół podstawowych nie mają się z czego cieszyć. Wygląda bowiem na to, że podstawa programowa, bez której nic się nie uda, jest tworzona na kolanie i po łebkach – przynajmniej ta z zakresu języka polskiego.

Podstawa programowa – język polski, klasy IV-VIII szkoła podstawowa

Rada Języka Polskiego przy Prezydium PAN przedstawiła uwagi do projektu podstawy programowej MEN: Język polski dla szkoły podstawowej, dla klas IV-VIII. Śmiało można powiedzieć, że 9-stronicowy dokument to zbiór uwag krytycznych, które nie zostawiają na autorach projektu suchej nitki. Zarzutów jest mnóstwo, pozytyw jeden, a i jedna konkluzja - przedstawiona wersja programu nie może być nazywana podstawą programową i powinna zostać gruntownie zmieniona. Dlaczego?     

Oceniany dokument nie spełnia wymagań podstawy programowej, mającej określać wspólne kierunki działania wszystkich nauczycieli i uczniów, ale też dającej wybór uczestnikom procesu edukacyjnego. Mamy tu do czynienia z rodzajem narzucanego z góry programu nauczania, przyporządkowującego wybrane arbitralnie treści do poszczególnych klas, bez uwzględnienia różnorodności potrzeb i możliwości uczniów. Ogranicza to znacząco wolność wyboru nauczycieli (ich zespołów) oraz uczniów i oznacza powrót do trybu nakazowego w postaci dokumentu sygnowanego przez Ministra Edukacji Narodowej.

Zastrzeżenia natury ogólnej

Specjaliści mieli wiele zastrzeżeń już na wstępie. Po pierwsze dokument, który członkowie rady znają ze strony internetowej MEN, nie mógł być wnikliwie oceniony, ponieważ na konsultacje przeznaczono zaledwie pięć dni roboczych, a przedstawiony projekt obejmował wyłącznie zakres przyszłej szkoły podstawowej, w oderwaniu od treści nauczania czy kanonu lektur, obowiązujących na kolejnych etapach edukacji.

Po drugie - ani w samym programie, ani w części opisowej (preambule) nie dostrzeżono podstaw merytorycznych (językoznawczych) ani dydaktycznych, na jakich proponowany dokument został oparty.
Po trzecie (o zgrozo!) - tekst nie został dopracowany pod względem językowym i edytorskim. W szczegółowych zapisach programowych można znaleźć błędy gramatyczne, interpunkcyjne, a także rzeczowe.

Przedstawiony do prekonsultacji projekt podstawy programowej jest niespójny, nielogiczny, z licznymi błędami, także natury językowej i terminologicznej. Wykazuje niekompetencje zespołu autorskiego, szczególnie jeśli chodzi o metodykę przedmiotową i psychologię rozwojową.

Uwagi do projektu podstawy programowej MEN, czyli krytyczne uwagi merytoryczne

To, co budzi niepokój to fakt, że podstawa programowa, jeśli chodzi o budowanie tożsamości człowieka, skoncentrowana jest wyłącznie na tożsamości narodowej. W związku z tym, że dokument jest bardzo ogólnikowy i nie zawiera ani uwag o realizacji, ani prezentacji koncepcji, trudno jednoznacznie określić, jaki kształt owa tożsamość przybierze.

Pewne z kolei jest, że treści kształcenia są przestarzałe, oddają rzeczywistość kulturowo-komunikacyjną sprzed 50 lat. Lekcje języka polskiego zostaną więc oderwane od rzeczywistości, w której żyje współcześnie człowiek. Będą postrzegane jako skansen. Widać to wyraźnie między innymi w doborze lektur:

W dobrze lektur nie zostały uwzględnione możliwości poznawcze uczniów na różnych etapach edukacyjnych oraz uwarunkowania skutecznego uczenia się. Dobór lektur nie uwzględnia również zmian kulturowych, cywilizacyjnych i technologicznych, jakie się dokonały w Polsce. Zaproponowane lektury nie uczą poznawania, interpretowania współczesnego świata wraz z całą jego różnorodnością, nie uczą zadawania pytań, nie uczą ciekawości świata, nie pokazują wielości systemów wartości, nie uczą poruszania się w świecie przepełnionym informacją. Zaproponowany przez MEN kanon lektur nie przygotuje uczniów do życia w świecie, w którym podstawową umiejętnością ma być przetwarzanie tekstów. 

Teksty dziewiętnastowieczne i z I połowy XX w., które przeważają wśród proponowanych lektur, choćbyśmy uważali za największe dzieła polskiej literatury (…) będą lekturami, po których może pozostać tylko przekonanie, że „Słowacki wielkim poetą był”, co może ostatecznie zniechęcić młodych Polaków do czytelnictwa w ogóle.

W całym dokumencie razi przypadkowość przyporządkowania do poszczególnych działów treści nauczania. Rozłożenie treści na kolejne lata nauki w wielu miejscach jest sprzeczne z ustaleniami psychologii rozwojowej i poznawczej. Autorzy dokumentu nie respektują ani ogólnych zasad dydaktycznych (np. stopniowania trudności, wiązania teorii z praktyką, operatywności wiedzy uczniów), ani zasad dydaktyk szczegółowych (w tym dydaktyki ortografii i interpunkcji).

Projekt w specyficzny sposób profiluje wybrane treści, przesuwając na plan dalszy lub całkowicie pomijając inne. Autorzy dokumentu pomijają wiele treści, nie precyzują, jaką konkretnie wiedzę i umiejętności ma w danej klasie zdobyć uczeń.

W projekcie występują niepotrzebne powtórzenia, a autorzy dowartościowują wiedzę deklaratywną, rezygnując z pytania o jej funkcjonalność i odniesienia do praktyki używania języka i obcowania z tekstem. Zauważalny jest nadmiar wymagań w zakresie wiedzy odtwórczej. To, że uczeń czegoś na pamięć się nauczy, nie jest żadną wiedzą, a tylko zbiorem informacji, nie ma więc wartości poznawczej.

W proponowanym programie znajdujemy też echo choroby zwanej „testomanią” - w postaci gotowej siatki terminów,  których znajomość poddaje się łatwym sprawdzianom testowym. Ale to w sumie wpisuje się w mający obowiązywać trend:

Preferowana jest wiedza, a niedostosowanie jej zakresu do możliwości poznawczych uczniów spowoduje, że będzie przyswajana  biernie i pamięciowo. Nastąpi powrót do „encyklopedyzmu”; twórcze, refleksyjne, krytyczne korzystanie z wiedzy będzie poza zasięgiem większości uczniów.

Konkluzja

Specjaliści wchodzący w skład Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN, którzy opiniowali projekt podstawy programowej z języka polskiego w klasach IV-VIII szkół podstawowych, wystawili ekspertom i MEN ocenę niedostateczną.

Zaproponowany dokument wprowadzi chaos do edukacji polonistycznej, tym samym wymaga gruntownej zmiany, a przede wszystkim odwołania się do aktualnej wiedzy, w tym także (a może nawet przede wszystkim) z zakresu dydaktyki języka polskiego. Obecna wersja programu nie może być nazywana podstawą programową i powinna zostać gruntownie zmieniona.      

Zarzuty są konkretne, a wnioski czytelne. Od siebie właściwie możemy dodać tylko tyle, że naprawdę jest się czego bać. Pojawiają się też pytania - czy specjaliści, którzy są odpowiedzialni za tworzenie podstawy programowej, a co za tym idzie kształcenie naszych dzieci, są kompetentni i wiedzą, co robią? Idąc dalej – jeśli podstawa programowa w zakresie innych, poszczególnych przedmiotów także będzie opracowywana na kolanie… Miejmy nadzieję, że są to niepotrzebne obawy.

Źródło