reklama

Kuchenne rewolucje w szkole i przedszkolu

Z początkiem września 2015 roku szkoły przeszły kuchenną rewolucję. W sklepikach szkolnych nie można już kupić śmieciowego jedzenia, a stołówkowe obiady muszą być przygotowywane według ściśle określonych wytycznych. Zmiany wprowadzone przez ministra edukacji narodowej  na papierze wyglądają świetnie. W praktyce różnie. Część rodziców protestuje, że dania są mdłe, a w przedszkolu, do którego chodzi dziecko naszej redakcyjnej koleżanki zapowiedziano, że zgodnie z wymogami potrawy nie będą kompletnie przyprawiane - niczym. Jak to powinno wyglądać naprawdę? Przeczytaj

Co mówią nowe przepisy?

Nowe przepisy zakazują sprzedaży niezdrowej żywności, a zalecają warzywa, owoce i żywność bogatą w wapń oraz picie wody. Produkty spożywcze, jakie można sprzedawać w sklepikach oraz podawać w stołówkach szkolnych określa rozporządzenie. Tworząc ową listę uwzględniono ich wartość odżywczą i zdrowotną oraz normy żywieniowe.

Celem wprowadzenia nowych przepisów jest promocja zdrowego stylu życia, walka ze złymi nawykami żywieniowymi i otyłością wśród dzieci (co czwarte polskie dziecko ma nadwagę albo otyłość, a wskaźniki zdrowotne narastają w zastraszającym tempie).

Rozporządzenie ma nauczyć dzieci, szkoły i rodziny, na czym polega zdrowe i bezpieczne odżywianie. Musimy dać wyraźny sygnał i wyeliminować ze szkoły tłuste, słone i słodzone pokarmy, które są główną przyczyną otyłości. Jeżeli dziś nie nauczymy dzieci, jak prawidłowo się odżywiać, to za kilkanaście lat staniemy się społeczeństwem otyłych, schorowanych i nieszczęśliwych ludzi - czytamy w komunikacie na stronie Ministerstwa Zdrowia.

Obowiązująca nowelizacja ustawy dotyczy placówek oświatowo-wychowawczych, czyli przedszkoli i szkół, z wyłączeniem szkół dla dorosłych i tzw. innych form wychowania przedszkolnego (np. punktów przedszkolnych i klubów przedszkolaka). Żywności niedopuszczonej do sprzedaży w placówkach oświatowych nie będzie też można reklamować w tych placówkach i w ich pobliżu.

Sklepiki szkolne

W szkolnych sklepikach nie można sprzedawać tzw. śmieciowego jedzenia, czyli tego, które zawiera znaczne ilości składników niezdrowych dla dzieci (duża zawartość tłuszczu, soli, cukru czy substancji słodzących). Chodzi o chipsy, ciastka, paluszki, lizaki, niezdrowe przekąski, napoje energetyzujące, gazowane czy te, które zawierają sztuczne barwniki, jedzenie typu fast food i instant.

Można za to kupić: sałatki, warzywa, owoce, surówki, mleko bez dodatku cukru, jogurty i serki homogenizowane z ograniczoną zawartością tłuszczu, płatki śniadaniowe, chrupki kukurydziane bez soli, wodę, soki warzywne i owocowe, herbatę, zdrowe przekąski i kanapki.

Kanapki

Kanapki muszą być zrobione z pieczywa razowego, pełnoziarnistego lub bezglutenowego. Zakazane są kajzerki. Ich skład powinien być urozmaicony, mogą zawierać przetwory rybne oraz mięsne o niskiej zawartości tłuszczu (jak szynka z indyka), jaja i sery. Nie mogą się w nich znajdować przetwory mięsne o dużej zawartości tłuszczu (jak salami), serki topione i majonez. Obowiązkowo - warzywa i owoce.

Stołówki szkolne

Znacznie ograniczono użycie soli. Musi to być sól sodowo-potasowa (jej dzienne spożycie nie powinno wynosić więcej niż 5 g). Jej stosowanie jest zabronione tylko w daniach, które w rozporządzeniu ujęto jako „bez dodatku soli" ze względu na obecność sodu w naturalnych, nieprzetworzonych produktach. Jeśli chodzi o przyprawy i zioła, to są one dozwolone, zarówno świeże jaki i suszone, wyeliminowano jedynie przyprawy zawierające glutaminian sodu lub sól. Niestety bardzo wielu kucharzy nie wysila się i całkowicie rezygnuje z używania soli i przyprawiania dań w ogóle.

Cukier - zgodnie z nowymi przepisami dosładzać można jedynie herbatę, napary owocowe, kakao i kawę zbożową. Dosładzane nie mogą być kompoty. Wyjątek stanowi słodzenie miodem (ponieważ jednak szkół na niego nie stać…). Nie można używać cukru, aspartamu i sacharyny. Bez ograniczeń powinna być dostępna woda.

Raz w tygodniu na talerzu musi pojawić się ryba, również tylko raz - inne potrawy smażone (wyłącznie na oleju rzepakowym). Pozostałe dania muszą być gotowane lub duszone. Zlikwidowano desery, w menu mają być wskazywane potencjalne alergeny, jakie może zawierać posiłek.

Konsekwencje i kary

Dotychczas stosowanie zasad zdrowego żywienia w placówkach oświatowych było dobrowolne. Dziś za złamanie przepisów grozi grzywna od 1 do 5 tys. zł. Kontrole w tym zakresie prowadzić będzie inspekcja sanitarna. Dyrektor placówki, w razie konieczności, będzie mógł rozwiązać umowę z ajentem w trybie natychmiastowym, bez zachowania terminu wypowiedzenia.

Dyrektorzy szkół oraz innych placówek będą mogli ustalić szczegółową listę produktów dopuszczonych do sprzedaży w ramach obowiązujących przepisów. Tam gdzie funkcjonuje rada rodziców, dyrektor może taką listę uzgadniać z rodzicami.

Rewolucja żywieniowa – czy się powiedzie?

Jedno jest pewne -  rewolucja żywieniowa w szkołach nie powiedzie się, jeżeli nie włączą się w nią rodzice, dyrekcje szkół i same dzieci. Tymczasem choć cele są szczytne, a działania zasadne, nie wszyscy są zadowoleni. Dyrektorzy szkół - bo rewolucja żywieniowa dotyczy nie tylko zmian schematów, ale i ograniczonych najczęściej zasobów finansowych. Rodzice, o ile nie mają większych zastrzeżeń co do zakazu sprzedaży jedzenia śmieciowego (chipsy są złe, ale żeby tak wszystko? Czekolada np. ma magnez, wspiera pracę mózgu!), o tyle podawanie na stołówkach jałowego jedzenia (najczęściej kompletnie pozbawionego soli i jakichkolwiek przypraw), uważają za absurd (czy ci, którzy tak postanowili, chcieliby tak jeść?). Dzieci obiadów nie ruszają, wypisują się ze stołówek lub przynoszą z domu sól (trudno się dziwić – smak pozbawionych soli niemowlęcych papek mają dawno za sobą). A słodycze? Te mogą zakupić w drodze do szkoły. Dlatego ważne jest, żeby nie tylko zakazywać i straszyć, wpadać ze skrajności w skrajność, ale edukować i promować zdrowe odżywianie na wszelkie możliwe sposoby.

Źródło: www.mz.gov.pl


Kuchenne rewolucje w szkole i przedszkolu

Z początkiem września 2015 roku szkoły przeszły kuchenną rewolucję. W sklepikach szkolnych nie można już kupić śmieciowego jedzenia, a stołówkowe obiady muszą być przygotowywane według ściśle określonych wytycznych. Zmiany wprowadzone przez ministra edukacji narodowej  na papierze wyglądają świetnie. W praktyce różnie. Część rodziców protestuje, że dania są mdłe, a w przedszkolu, do którego chodzi dziecko naszej redakcyjnej koleżanki zapowiedziano, że zgodnie z wymogami potrawy nie będą kompletnie przyprawiane - niczym. Jak to powinno wyglądać naprawdę? Przeczytaj

Co mówią nowe przepisy?

Nowe przepisy zakazują sprzedaży niezdrowej żywności, a zalecają warzywa, owoce i żywność bogatą w wapń oraz picie wody. Produkty spożywcze, jakie można sprzedawać w sklepikach oraz podawać w stołówkach szkolnych określa rozporządzenie. Tworząc ową listę uwzględniono ich wartość odżywczą i zdrowotną oraz normy żywieniowe.

Celem wprowadzenia nowych przepisów jest promocja zdrowego stylu życia, walka ze złymi nawykami żywieniowymi i otyłością wśród dzieci (co czwarte polskie dziecko ma nadwagę albo otyłość, a wskaźniki zdrowotne narastają w zastraszającym tempie).

Rozporządzenie ma nauczyć dzieci, szkoły i rodziny, na czym polega zdrowe i bezpieczne odżywianie. Musimy dać wyraźny sygnał i wyeliminować ze szkoły tłuste, słone i słodzone pokarmy, które są główną przyczyną otyłości. Jeżeli dziś nie nauczymy dzieci, jak prawidłowo się odżywiać, to za kilkanaście lat staniemy się społeczeństwem otyłych, schorowanych i nieszczęśliwych ludzi - czytamy w komunikacie na stronie Ministerstwa Zdrowia.

Obowiązująca nowelizacja ustawy dotyczy placówek oświatowo-wychowawczych, czyli przedszkoli i szkół, z wyłączeniem szkół dla dorosłych i tzw. innych form wychowania przedszkolnego (np. punktów przedszkolnych i klubów przedszkolaka). Żywności niedopuszczonej do sprzedaży w placówkach oświatowych nie będzie też można reklamować w tych placówkach i w ich pobliżu.

Sklepiki szkolne

W szkolnych sklepikach nie można sprzedawać tzw. śmieciowego jedzenia, czyli tego, które zawiera znaczne ilości składników niezdrowych dla dzieci (duża zawartość tłuszczu, soli, cukru czy substancji słodzących). Chodzi o chipsy, ciastka, paluszki, lizaki, niezdrowe przekąski, napoje energetyzujące, gazowane czy te, które zawierają sztuczne barwniki, jedzenie typu fast food i instant.

Można za to kupić: sałatki, warzywa, owoce, surówki, mleko bez dodatku cukru, jogurty i serki homogenizowane z ograniczoną zawartością tłuszczu, płatki śniadaniowe, chrupki kukurydziane bez soli, wodę, soki warzywne i owocowe, herbatę, zdrowe przekąski i kanapki.

Kanapki

Kanapki muszą być zrobione z pieczywa razowego, pełnoziarnistego lub bezglutenowego. Zakazane są kajzerki. Ich skład powinien być urozmaicony, mogą zawierać przetwory rybne oraz mięsne o niskiej zawartości tłuszczu (jak szynka z indyka), jaja i sery. Nie mogą się w nich znajdować przetwory mięsne o dużej zawartości tłuszczu (jak salami), serki topione i majonez. Obowiązkowo - warzywa i owoce.

Stołówki szkolne

Znacznie ograniczono użycie soli. Musi to być sól sodowo-potasowa (jej dzienne spożycie nie powinno wynosić więcej niż 5 g). Jej stosowanie jest zabronione tylko w daniach, które w rozporządzeniu ujęto jako „bez dodatku soli" ze względu na obecność sodu w naturalnych, nieprzetworzonych produktach. Jeśli chodzi o przyprawy i zioła, to są one dozwolone, zarówno świeże jaki i suszone, wyeliminowano jedynie przyprawy zawierające glutaminian sodu lub sól. Niestety bardzo wielu kucharzy nie wysila się i całkowicie rezygnuje z używania soli i przyprawiania dań w ogóle.

Cukier - zgodnie z nowymi przepisami dosładzać można jedynie herbatę, napary owocowe, kakao i kawę zbożową. Dosładzane nie mogą być kompoty. Wyjątek stanowi słodzenie miodem (ponieważ jednak szkół na niego nie stać…). Nie można używać cukru, aspartamu i sacharyny. Bez ograniczeń powinna być dostępna woda.

Raz w tygodniu na talerzu musi pojawić się ryba, również tylko raz - inne potrawy smażone (wyłącznie na oleju rzepakowym). Pozostałe dania muszą być gotowane lub duszone. Zlikwidowano desery, w menu mają być wskazywane potencjalne alergeny, jakie może zawierać posiłek.

Konsekwencje i kary

Dotychczas stosowanie zasad zdrowego żywienia w placówkach oświatowych było dobrowolne. Dziś za złamanie przepisów grozi grzywna od 1 do 5 tys. zł. Kontrole w tym zakresie prowadzić będzie inspekcja sanitarna. Dyrektor placówki, w razie konieczności, będzie mógł rozwiązać umowę z ajentem w trybie natychmiastowym, bez zachowania terminu wypowiedzenia.

Dyrektorzy szkół oraz innych placówek będą mogli ustalić szczegółową listę produktów dopuszczonych do sprzedaży w ramach obowiązujących przepisów. Tam gdzie funkcjonuje rada rodziców, dyrektor może taką listę uzgadniać z rodzicami.

Rewolucja żywieniowa – czy się powiedzie?

Jedno jest pewne -  rewolucja żywieniowa w szkołach nie powiedzie się, jeżeli nie włączą się w nią rodzice, dyrekcje szkół i same dzieci. Tymczasem choć cele są szczytne, a działania zasadne, nie wszyscy są zadowoleni. Dyrektorzy szkół - bo rewolucja żywieniowa dotyczy nie tylko zmian schematów, ale i ograniczonych najczęściej zasobów finansowych. Rodzice, o ile nie mają większych zastrzeżeń co do zakazu sprzedaży jedzenia śmieciowego (chipsy są złe, ale żeby tak wszystko? Czekolada np. ma magnez, wspiera pracę mózgu!), o tyle podawanie na stołówkach jałowego jedzenia (najczęściej kompletnie pozbawionego soli i jakichkolwiek przypraw), uważają za absurd (czy ci, którzy tak postanowili, chcieliby tak jeść?). Dzieci obiadów nie ruszają, wypisują się ze stołówek lub przynoszą z domu sól (trudno się dziwić – smak pozbawionych soli niemowlęcych papek mają dawno za sobą). A słodycze? Te mogą zakupić w drodze do szkoły. Dlatego ważne jest, żeby nie tylko zakazywać i straszyć, wpadać ze skrajności w skrajność, ale edukować i promować zdrowe odżywianie na wszelkie możliwe sposoby.

Źródło: www.mz.gov.pl