reklama

McDonald dołącza książeczki do zestawów, a rodzice wszczynają alarm

McDonald w Australii do zestawów Happy Meal postanowił, zamiast zabawek, dołączyć książeczki. To, co wydawało się świetnym pomysłem sieci fast-foodów, zostało skrytykowane przez dużą grupę rodziców.

McDonald znalazł się pod ostrzałem grupy rodziców, którzy uważają, że pod płaszczykiem promowania czytelnictwa czai się zupełnie co innego. Według nich to zawoalowane zachęcanie małych dzieci do jedzenia fast-foodów, co prowadzi do utrwalania złych nawyków żywieniowych i otyłości.

Okazuje się, że aby zebrać książeczki, dzieci musiałyby jeść posiłki w McDonald's kilkanaście razy w ciągu kilku tygodni, kiedy obowiązuje czytelnicza promocja – dokładnie 23 razy w ciągu 8 tygodni!  Rodzice twierdzą, że akcja, choć jest błyskotliwym trikiem reklamowym, narusza wszelkie standardy.

W sytuacji, kiedy dodatkiem do jedzenia jest książka o wiele trudniej jest przecież odmówić dziecku zjedzenia czegoś, co jest niezbyt zdrowe, bo jak odeprzeć argument o chęci posiadania książeczki do kolekcji?

Australijska rzeczniczka McDonald, argumentuje:

"Wiemy, że rodzice zabierają swoje dzieci do McDonald's raz, dwa razy w miesiącu. Tak, jak wszystkie zabawki dołączane do Happy Meal, tak i książeczki, można kupić oddzielnie. Reklamujemy też Happy Meal z plasterkami jabłka i beztłuszczowym mlekiem zgodnie z wytycznymi dietetyków."

Powiem szczerze, że sprawa wydaje mi się nieco rozdmuchana z obu stron. Fakt, rodzicom trudniej odmówić dzieciom zakupu czegoś, co  wydaje się wartościowe, dlatego MD akcja wydaje się dosyć hmm...dwuznaczna. Z drugiej strony, jeśli są przeciwnikami fast-foodów - po co idą do jednego z nich?  Jeśli jednak już przyszli, a dziecko namawia ich na kolekcję książeczek mogą albo zakupić całość (bo to niewielka kwota), albo zaproponować dziecku wyprawę do najbliższej księgarni i tak rozpoczęcie kolekcjonerskiej pasji. A ty, co sądzisz?

źródło: heraldsun.com.au

McDonald dołącza książeczki do zestawów, a rodzice wszczynają alarm

McDonald w Australii do zestawów Happy Meal postanowił, zamiast zabawek, dołączyć książeczki. To, co wydawało się świetnym pomysłem sieci fast-foodów, zostało skrytykowane przez dużą grupę rodziców.

McDonald znalazł się pod ostrzałem grupy rodziców, którzy uważają, że pod płaszczykiem promowania czytelnictwa czai się zupełnie co innego. Według nich to zawoalowane zachęcanie małych dzieci do jedzenia fast-foodów, co prowadzi do utrwalania złych nawyków żywieniowych i otyłości.

Okazuje się, że aby zebrać książeczki, dzieci musiałyby jeść posiłki w McDonald's kilkanaście razy w ciągu kilku tygodni, kiedy obowiązuje czytelnicza promocja – dokładnie 23 razy w ciągu 8 tygodni!  Rodzice twierdzą, że akcja, choć jest błyskotliwym trikiem reklamowym, narusza wszelkie standardy.

W sytuacji, kiedy dodatkiem do jedzenia jest książka o wiele trudniej jest przecież odmówić dziecku zjedzenia czegoś, co jest niezbyt zdrowe, bo jak odeprzeć argument o chęci posiadania książeczki do kolekcji?

Australijska rzeczniczka McDonald, argumentuje:

"Wiemy, że rodzice zabierają swoje dzieci do McDonald's raz, dwa razy w miesiącu. Tak, jak wszystkie zabawki dołączane do Happy Meal, tak i książeczki, można kupić oddzielnie. Reklamujemy też Happy Meal z plasterkami jabłka i beztłuszczowym mlekiem zgodnie z wytycznymi dietetyków."

Powiem szczerze, że sprawa wydaje mi się nieco rozdmuchana z obu stron. Fakt, rodzicom trudniej odmówić dzieciom zakupu czegoś, co  wydaje się wartościowe, dlatego MD akcja wydaje się dosyć hmm...dwuznaczna. Z drugiej strony, jeśli są przeciwnikami fast-foodów - po co idą do jednego z nich?  Jeśli jednak już przyszli, a dziecko namawia ich na kolekcję książeczek mogą albo zakupić całość (bo to niewielka kwota), albo zaproponować dziecku wyprawę do najbliższej księgarni i tak rozpoczęcie kolekcjonerskiej pasji. A ty, co sądzisz?

źródło: heraldsun.com.au