Prezerwatywy są rakotwórcze, czyli nowy program edukacji seksualnej

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, w zakresie edukacji seksualnej naszych dzieci, elity rządzące poczyniły naprawdę wiele. Ale to nie wszystko. Niebawem do szkół średnich wejdzie kontrowersyjny program "W stronę dojrzałości”. Czy już wiecie, czego będą się uczyły Wasze dzieci?

Edukacja seksualna w Polsce, ta ogólnie dostępna w szkołach, nie tylko raczkuje, ale i mocno się potyka. Trudno o niej powiedzieć, że jest rzetelna i rzeczowa. Filarem jest zideologizowane „Przygotowanie do życia w rodzinie” oraz… lekcje religii. Stosunkowo rzadko organizowane są dodatkowe zajęcia, merytorycznie wartościowe w tym zakresie, prowadzone przez organizacje pozarządowe.

Program "W stronę dojrzałości", który ma „edukować” młodzież w obszarze prokreacji, nie spotkał się z uznaniem, a wręcz przeciwnie. Wzbudził wprawdzie zainteresowanie, tak rodziców, specjalistów, jak i mediów, ale również zdziwienie i oburzenie – i to z wielu powodów.

Po pierwsze – ze względu na zakres tematyczny. Trudno tu mówić o kompleksowej edukacji seksualnej, ponieważ wiele kwestii pominięto. Po drugie – kontrowersyjna jest „wiedza”, jaką ma posiąść młodzież, ponieważ jest ona bardzo zideologizowana i przekłamana. Po trzecie – ostro krytykowany program, zlecony i sfinansowany przez Ministerstwo Zdrowia, kosztował prawie 10 mln złotych.

Założenia programu "W stronę dojrzałości"

Pierwsze zajęcia w ramach programu "W stronę dojrzałości" mają ruszyć w roku szkolnym 2018/2019. Program zakłada, że u młodzieży z większości polskich szkół, przez 40 godzin zajęć edukatorzy będą „kształcić umiejętności dokonywania właściwych wyborów w zakresie zdrowego stylu życia”.

Co kryje się pod terminem "zdrowy styl życia"? Co oznaczają „właściwe wybory"? Według  Ministerstwa Zdrowia to: późna inicjacja, ale wczesne macierzyństwo, małżeństwo zamiast związków nieformalnych, naturalne planowanie rodziny zamiast antykoncepcji czy naprotechnologia zamiast in vitro. Na to stawia resort, tego będą uczyć młodzież „wyszkoleni przez realizatora tutorzy”.

Czego dowiedzą się uczestnicy programu?

To, co z pewnością można powiedzieć o programie to to, że nie jest to rzetelna, kompleksowa oferta czy edukacja seksualna zorientowana na antykoncepcję (według jednej z ekspertek programu antykoncepcja to źródło wzrostu liczby nastoletnich ciąż i zachorowań na HIV).

Dlatego młodzież podczas zajęć dowie się, że:

  • zapobieganie ciąży (antykoncepcja) łączy się z „pozbyciem” się jej,
  • antykoncepcja prowadzi do depresji, chorób wątroby, raka, padaczki, a nawet śmierci,
  • prezerwatywy nie chronią przed HIV, za to są rakotwórcze, a ponieważ występują w nich mikropory, przenikają przez nie choroby zakaźne i plemniki,
  • od czasu wprowadzenia antykoncepcji hormonalnej zwiększyła się liczba rozwodów,
  • zapłodniona komórka ma zdolność komunikacji z kobietą, dlatego kobieta może usłyszeć: „jestem, przyjmij mnie, przygotuj dla mnie swoją podusię, kołderkę, pulchną kołyseczkę”
  • Mówienie o ciąży, a nie dziecku, to ignorowanie ze strony partnera i może być powodem „sieroctwa prenatalnego”.

Program "W stronę dojrzałości" – kolejny absurd i skandal

Choć dla nas, dorosłych, „wiedza”, jaką podczas realizacji programu „W stronę dojrzałości” posiądzie młodzież może co najwyżej wzbudzić chęć popukania się w czoło, dla młodego człowieka może oznaczać coś więcej.

Wiedza nierzetelna, niekompletna, a w wielu poważnych kwestiach mocno zmanipulowana, oparta na nienaukowych założeniach nie wnosi merytorycznie nic dobrego, a wręcz przeciwnie. Nie jest kompleksowym i rzetelnym kursem edukacji seksualnej, a praniem mózgu i indoktrynacją.

Wykłady nie uświadamiają, a próbują zasiać strach. Nie dają ani wiedzy, ani alternatywy. Nie edukują, a próbują zniechęcić zarówno do seksu, jak i stosowania antykoncepcji. Seks zostaje sprowadzony do aktu małżeńskiej prokreacji. Nawet ten odpowiedzialny nie jest przyjemny, nie ma wartości więziotwórczych – służy wyłącznie płodzeniu dzieci.

Czy pomysłodawcy i realizatorzy projektu naprawdę wierzą w to, że młodzież wymaże pojęcie „seks” ze swojego życia i że zakazanego owocu zakosztuje dopiero po zaślubinach? Naiwna to wiara, niosąca ze sobą więcej, dużo więcej szkody niż pożytku. Pojawiają się głosy, że propagowana abstynencja seksualna nie tylko nie przyniesie oczekiwanych rezultatów, ale może doprowadzić do ponownego zepchnięcia problemów seksualności na margines.

Czy to jest moment, żeby coś zrobić? Na pewno trzeba się na poważnie zastanowić nad odpowiedzialnością osób, które stoją za tym projektem. Jako podatnicy możemy być wściekli. Jako rodzice mamy się czego bać.