reklama

Wychowanie w duchu empatii

Większość rodziców prędzej czy później zastanawia się nad tym, jak wychowywać dziecko. Czy stosować te same metody, co rodzice (przecież wyrosłem na dobrego człowieka...), może te polecane przez panią z telewizji, a może te, o których z takim zaangażowaniem opowiada koleżanka?

A może wychowanie w duchu empatii? Wychowanie w duchu empatii to naturalna kontynuacja porozumienia bez przemocy (NVC), której zwolennikiem i propagatorem jest Marshall B. Rosenberg.

Dziecko, czyli mniej niż dorosły

Czy traktujesz swoje dziecko z szacunkiem? Tak dużym, jak każdego innego człowieka? Pewnie większość z nas zawoła z oburzeniem, że przecież to oczywiste, że tak. Może i oczywiste, ale nie do końca prawdziwe. Wystarczy zrobić proste doświadczenie: jedna grupa rodziców zapisuje dialog w sytuacji konfliktowej z dzieckiem, a druga z sąsiadem. Następnie oba dialogi się porównuje i wynik jest zawsze ten sam: do sąsiada zwracamy się grzeczniej, z większym szacunkiem, zrozumieniem i empatią, niż do własnego dziecka. Mimo jak najlepszej woli obdarzamy naszym szacunkiem w znacznie większym stopniu obcą osobę niż dziecko. Warto zawsze mieć to na uwadze. Nie chodzi przy tym o to, żeby nie używać określenia „dziecko” w odniesieniu do osób w pewnym wieku, ale o to, aby ich uczuć, odkryć, słów i autonomii nie umniejszać tylko z racji  wieku i tego, że to my je spłodziliśmy.

Cele wychowania

Pytanie o cel wychowania powinniśmy sobie stawiać wielokrotnie. Całe pokolenia uznają bowiem, że celem wychowania jest grzeczne dziecko. Grzeczne, czyli ciche, posłuszne, nie wdające się w dyskusje, pokornie wykonujące rozkazy dorosłych. Potem powinno się stać człowiekiem rzutkim, energicznym, nie dającym sobie „w kaszę dmuchać”, umiejącym stawiać na swoim, uparcie dążącym do celu. To, że te dwie postawy dzieli przepaść, jakoś umyka zwolennikom zasady, że „ryby i dzieci głosu nie mają”. Dlatego zamiast pytania: „co chcemy zmienić w zachowaniu dziecka?” postawmy sobie pytanie: „jakimi motywami powinno kierować się dziecko, które postępuje tak, jak tego od niego oczekujemy?”. Jeżeli nasze działania ukierunkowujemy tylko na zmianę zachowania dziecka, to metodą kija i marchewki możemy go nakłaniać do postępowania tak, jak należy. I ono będzie tak postępować, ale często tak długo, jak tylko kara i nagroda będą w zasięgu wzroku. Znacznie ważniejszym celem jest takie wychowanie dziecka, aby postępowało właściwie z własnej, wewnętrznej potrzeby. Takie wychowanie wymaga jednak rezygnacji z kar i nagród.

Jeśli nie kary i nagrody to co?

Zwolennicy wychowania dzieci bez przemocy spotykają się z silnymi atakami tych, którzy bez karania nie wyobrażają sobie wychowania. Wynika to z pewnej rodzicielskiej bezradności i przekonania, że dziecko można wychować tylko poprzez strach: przed karą lub przed utratą nagrody. Zarówna kara, jak i nagroda służą sprawowaniu władzy nad dzieckiem. Czym je zastąpić? Empatycznym kontaktem i zmianą sposobu komunikacji. Nie jest to łatwe, wymaga wielu ćwiczeń i popełniania licznych błędów.
Dlaczego jest to takie trudne? Bo wymaga zrozumienia, że jeśli kogoś o coś prosimy, ten ktoś może nam odmówić, a my tę odmowę musimy przyjąć. A jeśli czegoś żądamy, musimy się liczyć z tym, że nie ma wówczas mowy o empatii i porozumieniu.

Jeśli chcemy zachować z dzieckiem dobry kontakt, powinniśmy zgodnie z zasadami NVC:

1. Powiedzieć o tym, co widzimy (bez wyrażenia oceny).

2. Opisać swoje uczucia związane z tym, co widzimy.

3. Powiedzieć, czego potrzebujemy z związku z własnymi uczuciami.

4. Wyrazić prośbę, której spełnienie pozwoli te potrzeby zaspokoić.

Kiedy rozmawiamy z dzieckiem, które ma trudności w wyrażeniu tego wszystkiego słowami, możemy również zastosować powyższy schemat, ale w odniesieniu do dziecka:

1. Powiedzieć o tym, co twoim zdaniem dziecko widzi: kiedy widzisz/słyszysz...

2. Spróbować wyrazić emocje w odniesieniu do sytuacji: czy czujesz się...

3. Nazwać potrzeby: chciałbyś/potrzebujesz...

4. Zapytać, jakie czynności zaspokoiłyby tę potrzebę: chciałbyś... Czasem wystarczy milczące współodczuwanie.

Ochronne użycie siły

Co jednak w sytuacjach, które wymagają natychmiastowego działania, aby zapobiec jakiemuś wypadkowi: spadnięciu, wbiegnięciu na ulicę, poparzeniu się? W tych chwilach, kiedy nie ma czasu na rozmowę, rodzic może użyć siły, aby dziecko przytrzymać, jeśli dziecko zagraża samemu sobie lub komuś innemu. Niezwykle istotny jest jednak sposób myślenia osoby, która to robi. Ochronne użycie siły związane jest z potrzebami dziecka i innych ludzi, a jej intencją jest uniknięcie bólu. W przypadku kary następuje osąd moralny, a intencją jest sprawienie bólu, aby dziecko żałowało tego, co zrobiło.
Czasem jednak mimo wielu starań, rodzice wciąż popełniają błędy: te same, albo całkiem nowe. W takich chwilach trzeba pamiętać o tym, że nie musimy być rodzicami doskonałymi najlepszymi na świecie. Wystarczy, że będziemy rodzicami, którzy starają się i rozwijają, podobnie jak ich dzieci.

Polecam książkę, na podstawie której powstał powyższy tekst: Marshall B. Rosenberg, „Wychowanie w duchu empatii. Rodzicielstwo według porozumienia bez przemocy”

Joanna Górnisiewicz
www.gadzetomama.pl