reklama

Dziecięca samoocena - jakie ma znaczenie dla życia małego człowieka

Większość z nas Rodziców, pragnie dla swojego dziecka wszystkiego, co najlepsze. Uważamy, by Malec się nie rozchorował, zdrowo odżywiał, miał czyste ubranka. Marzymy, by dobrze radził sobie w szkole i miał świetlaną przyszłość. Staramy się również wychowywać Smyka tak, by potrafił wchodzić w relacje z innymi dziećmi, bawić się, inicjować nowe znajomości, ale również bronić swojego zdania i swoich praw.

Zapewne nie raz i nie dwa zdarzyło się Wam (ale jeśli jeszcze nie to zapewne nadejdzie taki moment), że dziecko wróciło zasmucone z przedszkola, szkoły czy podwórka, bo usłyszało od kolegi czy koleżanki, że jest „małe”, „głupie”, „nie umie się bawić” … można, by wymieniać i wymieniać określenia, których dzieci używają, sprawiając (czasem świadomie a czasem nie) drugiemu przykrość.

Od razu nasuwa się na język zaprzeczenie „Nie! Nie jesteś….”, ale nasz Malec w emocjach nie słyszy tego. Jego poczucie wartości skutecznie zostało obniżone. Mama, tata może mówić, że nieprawda, ale ten najważniejszy kolega z podwórka powiedział coś innego. Coś, co dziecko „mocno wzięła do siebie”, być może nawet uwierzyło.

Takie sytuacje pociągają za sobą szereg trudnych dla dziecka emocji: złość, rozgoryczenie, wstyd, smutek, żal. Konsekwencją tego może być chęć wycofania się, ucieczki od grupy, w której Maluch nie poczuł się dobrze. Im częściej takie sytuacje mają miejsce, tym mocniej będzie to negatywnie wpływać na samoocenę naszego dziecka.

Gdy widzimy, że nasze dziecko jest smutne, ktoś sprawił mu przykrość, budzi się w nas naturalna tendencja do pocieszania. Większość z nas chciałaby uchronić Malca przez wszelką negatywną sytuacją, przed konfliktem czy nieprzyjemnym uczuciem. Niestety, nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Nie jesteśmy obecni w każdym momencie, gdy naszemu dziecko robi się smutno, przykro.

Nie jesteśmy w stanie zawsze pocieszyć, przytulić czy dać schronienie przed trudnym dla dziecka zdarzeniem. Co więcej, gdyby tak było, gdybyśmy zawsze byli w pobliżu, zawsze ochraniali i nie dopuszczali do konfrontacji z nieprzyjemnymi sytuacjami, nasze dziecko nie nauczyłoby się jak radzić sobie, najpierw w świecie dzieci, a później w dorosłym życiu.

Nadmierna ochrona okrada dziecko z czegoś ważnego, z możliwości stania się niezależnym, umiejącym zadbać o siebie człowiekiem. Nie chodzi o to, by stale wystawiać Malucha na trudne sytuacje, ale o zdrowy rozsądek. Zarówno nadmierna ochrona, jak i niedostateczna opieka są szkodliwe dla psychicznego i fizycznego rozwoju dziecka.

Co możemy więc robić, by nasze dziecko w trudnych sytuacjach umiało sobie poradzić i by te sytuacje nie obniżały jego poczucia własnej wartości?
Możemy stale zaopatrywać wewnętrzny zbiorniczek dziecka w pozytywne samooceny, pozytywne myśli o sobie samym.  Odbywa się to za pośrednictwem chwalenia i doceniania Malucha w codziennych sytuacjach. Dobre słowo, które dziecko słyszy na swój temat, daje mu informacje na temat tego, jaki jest, dzięki temu dowiaduje się o sobie czegoś nowego. 

Jeśli to będzie pozytywna rzecz zasili jego wewnętrzny zbiorniczek, z którego będzie mógł czerpać w trudnych dla siebie chwilach. Chwile, w których zostało głośno potwierdzone, że nasz Maluch jest ważny, że go akceptujemy, że dostrzegamy jego pozytywne cechy czy zachowanie ma szansę stać się doświadczeniem, do którego dziecko będzie mogło wrócić w nieprzyjemnej, trudnej czy stresującej chwili. To doświadczenie będzie jego i stanie się czymś, czego nikt mu nie będzie mógł odebrać. 

Dziecku, które jest wyposażone w taki zbiornik pozytywnych myśli na swój temat, dużo trudniej jest wmówić, że jest „mały”, „głupi”, dużo trudniej zachwiać jego poczuciem własnej wartości.  Ważne, by chwalić dziecko i robić to w taki sposób, który pozwoli, by Maluch poznał własne możliwości, zwiększał swoją świadomość tego, co potrafi. Dzięki temu będzie w dziecku rosło zaufanie oraz szacunek do siebie samego.
A o tym, jak chwalić, w następnym artykule ☺

Magdalena Musiałowska-Paterek, psycholog
Pracownia Emocji