reklama
Dziecko niepełnosprawne w szkole

Dziecko niepełnosprawne w szkole

Od kilku lat młodzież i dzieci niepełnosprawne trafiają do szkoły ogólnodostępnej, która nadal nie jest do tego przygotowana. Czy na tym polega prawdziwa integracja? Dlaczego pojawienie się takiego ucznia w masowej szkole, wciąż jest nie lada wyzwaniem dla pedagogów? Jak to zmienić?

Ministerialne rozporządzenia a szkolna rzeczywistość

Według rozporządzenia MEN z dnia 12 lutego 2001 roku: „W orzeczeniu o potrzebie kształcenia specjalnego określa się zalecaną formę kształcenia specjalnego: w szkole ogólnodostępnej, w szkole integracyjnej, szkole specjalnej lub oddziałach specjalnych albo w specjalnym ośrodku szkolno – wychowawczym [...]”.

Marta, dziewczynka u której stwierdzono upośledzenie w stopniu umiarkowanym, od początku uczyła się w zwykłej szkole masowej, w podwarszawskiej miejscowości. Dużo chorowała, była rzadkim gościem w klasie i nauczyciele na razie nie narzekali. Problem narastał wraz z wiekiem – coraz częstsze ataki padaczki, poważne kłopoty z nauką. Dyrektor szkoły i wychowawczyni zaproponowali rodzicom przeniesienie do szkoły specjalnej, ale mama dziewczynki nie zgodziła się na to. W klasie piątej otrzymała orzeczenie z Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej o potrzebie kształcenia specjalnego. Ponieważ nikt z grona pedagogicznego nie pracował wcześniej z niesprawnym dzieckiem, nauczyciele nie wiedzieli jak poradzić sobie z nowym dla nich obowiązkami.

Zgodnie z przepisami, „szkoła (ogólnodostępna, integracyjna i specjalna) jest zobligowana do ustalenia dla ucznia zajęć specjalistycznych wynikających z zapisów orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego lub opinii wydanej przez Poradnię Psychologiczno – Pedagogiczną. Przyjęcie do szkoły ucznia z orzeczeniem nakłada na szkołę obowiązek stworzenia warunków do rozwoju dziecka. Nauczyciele specjaliści ustalają indywidualny program terapii (rewalidacji). Program jest nastawiony na usprawnianie zaburzonych funkcji i dążenie do usamodzielnienia ucznia”.

Polonistka, żywo przejęta problemem uczennicy, starała się pomóc dziewczynce. Po zajęciach, na przerwie odpytywała ją z wiersza (w czasie lekcji dziecko odmówiło recytacji), chociaż w tym czasie powinna dyżurować przy autokarze odwożącym uczniów ze szkoły. Dyrektor ostro skrytykował taką postawę – naraziła inne dzieci na niebezpieczeństwo. Matematyk zadowalał się tym, że Marta po prostu siedzi na lekcji i nie przeszkadza. Pani pedagog informacji zasięgnęła w warszawskim kuratorium, w Wydziale Szkolnictwa Specjalnego. Dla ucznia trzeba napisać Modyfikowany Program Nauczania, dostosowany do jego potrzeb i możliwości, tworzony na bazie programu, którym pracuje klasa. Szkoła sama musi sobie z tym poradzić. Podręczniki, bezpłatne, trzeba zamówić przez kuratorium. Niestety, do matematyki podręczników wydawnictwo nie posiadało. W rezultacie Marta otrzymała jedynie podręczniki do języka polskiego. Pani w kuratorium, sceptycznie nastawiona do całego przedsięwzięcia, poradziła, by zmienić Wewnątrzszkolny System Oceniania ( w którym nie uwzględniono takich przypadków) i po prostu obniżyć wymagania wobec ucznia. Dodała też, że tak to jest gdy „brak zgrania rozporządzeń z możliwościami szkoły”. Marta zostanie w szkole, ukończy ją. Polonistka zastanawia się, co z nią będzie dalej.

A może klasy integracyjne?

Według rozporządzenia: „decyzję o powołaniu klasy integracyjnej podejmuje dyrekcja szkoły "masowej" w porozumieniu z organem prowadzącym (urzędem miasta). Dzieci do klas integracyjnych (jak również do nauczania specjalnego we wszelkiego rodzaju formach) i nauczania indywidualnego kwalifikuje Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna. Dla powołania klasy integracyjnej konieczna jest odpowiednia liczebność klasy oraz odpowiednie proporcje ilości dzieci niepełnosprawnych do pełnosprawnych (zasadniczo od 3 do 5 dzieci niepełnosprawnych w klasie liczącej w sumie 15 do 20 dzieci). W oddziałach specjalnych (w zależności od niepełnosprawności) liczba ta wynosi od 6-ciu do 16-tu uczniów. Szkoła powinna zatrudniać w każdej klasie integracyjnej dwóch nauczycieli: prowadzącego oraz drugiego pedagoga, najlepiej specjalnego”. Zapis ten wyklucza sytuację, w której szkoła przyjmuje ucznia z orzeczoną niepełnosprawnością i nie zatrudnia specjalistów.

Do trzydziestoosobowej klasy trafił niepełnosprawny chłopiec. Oprócz niego uczą się w niej dzieci z ADHD, dysleksją. Wychowawczyni, za namową rodziców, próbowała nakłonić dyrektora, by wystąpił do Gminy z prośbą o utworzenie klasy integracyjnej, zatrudnienie specjalisty, bo takich dzieci na pewno będzie przybywać. Organ prowadzący odmówił i zwrócił uwagę na fakt, że póki co mają tylko jedno takie dziecko, a to w świetle przepisów za mało. Miasto zainwestowało w szkołę sporo pieniędzy i nie chce, aby spadł teraz poziom nauczania. Bywa, że sami dyrektorzy obawiają się uczniów z niepełnosprawnością, którzy obniżają poziom wyników i szkoła źle wypada w rankingach.

Stosunek rodziców i nauczycieli do integracji

Nierzadko rodzice sprawnych dzieci sprzeciwiają się integracji twierdząc, iż ich pociechy dużo przez nią tracą. Kwestia przygotowania pozostałych uczniów do współżycia w jednej klasie z kimś, kto wydaje im się inny, gorszy, słabszy jest tu sprawą kluczową. W internecie, na forach dyskusyjnych związanych z edukacją, można znaleźć mnóstwo pytań, próśb o pomoc, wątpliwości, świadczących o żywym zainteresowaniu tematem nauczycieli, którzy rozumieją potrzebę prawdziwej integracji, popierają ją, ale nie czują się przygotowani do wprowadzania jej w życie.

Specjaliści radzą rodzicom, by zwracali uwagę na kadrę zatrudnioną w szkole - nauczyciele pracujący w szkole masowej nie są na studiach (powinno się to zmienić) przygotowywani do pracy z dzieckiem z niepełnosprawnościami. Do rodzica należy decyzja, czy mimo braku określonych warunków zapisuje dziecko do danej szkoły (niezgodnie z orzeczeniem). Być może szkoła podejmie działania w kierunku stworzenia jak najbardziej optymalnych warunków (specjalne wyposażenie, pomoce dydaktyczne, przygotowana kadra), ale to jest proces, a specjalistyczną pracę z dzieckiem należy rozpocząć od zaraz. Według pedagoga jednej z warszawskich szkół zrozumiałe są oczekiwania rodziców, którzy chcieliby widzieć swoje dzieci w szkole bliżej domu. W szkole, w której ich dzieci nie czułyby się gorsze i która przygotuje je do życia w społeczeństwie ludzi sprawnych. Integracja nie polega jednak tylko na przebywaniu razem we wspólnym budynku (zazwyczaj pełnym barier architektonicznych, takich jak schody, brak podjazdów itd.)

Osoby związane z edukacją niepełnosprawnych podkreślają, że nieumiejętność pracy z dzieckiem niepełnosprawnym może świadczyć o braku zdolności pedagogicznych nauczyciela. Część pedagogów w ogóle nie nadaje się do tego zawodu, a przecież nie przechodzą wcześniej testów psychologicznych. Dlatego należałoby stworzyć odpowiedni system wsparcia - dla uczniów i nauczycieli.

Samotność niepełnosprawnych uczniów

Dyrektorka szkoły, w której od kilku lat przebywają dzieci nauczane programem szkoły specjalnej, ze smutkiem stwierdza, że są one wyalienowane, niepewne, czasem samotne. Koledzy, owszem - pomogą, porozmawiają, ale nie są przyjaciółmi. Żądanie od nich zbyt wiele powoduje zarówno w jednych, jak i w drugich frustrację. Każde dziecko nadaje się do integracji, ale nie każde zniesie presję, stres związany z „byciem innym” w masowej szkole. Co na to nauczyciele? Mówią o trudnościach w indywidualizacji nauczania w przeciętnej, wieloosobowej klasie. Gdy znajdzie się w niej dziecko uczące się programem szkoły specjalnej, jego wyniki są coraz słabsze i w porównaniu z innymi czuje się gorzej.

Z wypowiedzi rodziców dzieci niepełnosprawnych: „Mój syn ma nauczanie indywidualne - ponieważ nie ma stworzonych warunków w szkole do nauki. Państwo nie stworzyło mu ich - mogę więc śmiało powiedzieć, że jest dyskryminowany. Szkoła specjalna? Nie nauczy  go czytać ani liczyć... . Poza tym też nie zostałby do niej przyjęty, ponieważ nie jest sprawny ruchowo”.

„Na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że jak do tej pory nie trafiłam na żadną szkołę odpowiednią dla mojego syna: integracyjną, specjalną czy masową. On po prostu nigdzie nie pasuje. Ale gdyby był on tylko jeden, to mały problem (tylko mój i jego), a takich dzieci jest duużo i one często "giną" w tym naszym kochanym systemie oświatowym...”.

Uczmy się od innych

Dla porównania - pełną integrację udało się wprowadzić we Włoszech: dzieci i młodzież niepełnosprawna ma nieograniczone prawo do nauki od przedszkola aż po uniwersytet. Pod hasłem - razem do szkoły - zlikwidowano wszystkie szkoły specjalne i inne placówki dla osób niepełnosprawnych, wprowadzono edukację włączającą, która opiera się przede wszystkim na działalności nauczycieli wspierających. Nauczyciel taki jest w każdej szkole i ma pod opieką średnio dwóch uczniów.

Anna Czajkowska

reklama