reklama
Trudności w uczeniu się i zaburzeniach uwagi - fakty i mity

Trudności w uczeniu się i zaburzeniach uwagi - fakty i mity

Kiedy okazuje się, że dziecko ma trudności z uczeniem się, koncentracją uwagi, integracją sensoryczną czy cierpi z powodu nadpobudliwości ruchowej, dla rodziny oznacza to wielkie wyzwanie.

Rodzice muszą też pogodzić się z faktem, że od chwili diagnozy często spotykać się będą z komentarzami osób, które nie mają o tym wszystkim zbyt dużego pojęcia, ale uważają, że powinny się tym podzielić. Wśród tych komentarzy często pojawiają się różne mity i przekłamania, które trudno odróżnić od faktów i prawdy.

„ADHD nie istnieje, sam twórca tej choroby to przyznał!”

Ten szeroko rozpowszechniony w publikacjach internetowych mit jest wyjątkowo chętnie powielany. Zacznijmy od postawienia pytania: co by się stało, gdyby twórca miażdżycy ogłosił, że taka choroba w rzeczywistości nie istnieje? Czy to sprawiłoby, że aorty i tętnice milionów osób zostałyby magicznie uleczone, a wszystkie objawy ustąpiły?

Podobnie jest z ADHD – pod tym skrótowcem kryje się szereg objawów, które dotykają od 1 do 2% dzieci, jeśli stosowane są kryteria ICD-10, a przy zastosowaniu kryteriów DSM-IV nawet 6-7%. Objawy te obserwuje się w każdym regionie świata, niezależnie od rasy i kultury, trzykrotnie częściej u chłopców niż u dziewcząt.

U wielu dzieci objawy nie znikają wraz z wiekiem i szacuje się, że 2 do 5% dorosłych także cierpi z powodu symptomów ADHD. Ogłoszenie, że ADHD nie istnieje, nie sprawi, że radykalnie zmieni się funkcjonowanie tych wszystkich osób...

Kolejnym nadużyciem jest nazywanie Leona Eisenberga „ojcem ADHD”.

Pierwsze prace na temat zaburzeń uwagi powstały w XVIII wieku i w miarę jak rosło zainteresowanie zaburzeniami psychicznymi, wzrastało także zainteresowanie „hiperkinetyczną chorobą wieku dziecięcego”. Coraz bardziej powszechne stawało się używanie skal do oceny zachowań, aż wreszcie ustalono kryteria ułatwiające lekarzom diagnozę.

Miejsce hiperkinezji zajął „zespół nadpobudliwości z deficytem uwagi” i stało się to między innymi właśnie dzięki staraniom Eisenberga, który jednak, przy całym szacunku dla jego zasług, nie jest ani „ojcem”, ani nawet „odkrywcą” tej choroby.

Skąd więc to całe zamieszanie? Prawdopodobnie wywołało je niemieckie pismo, w którym przytoczono wypowiedź Eisenberga, który miał powiedzieć, że "ADHD jest doskonałym przykładem choroby wymyślonej. Genetyczne predyspozycje do ADHD są przecenione". W nieco odmiennej interpretacji tych słów może pomóc inny artykuł tego naukowca, opublikowany w podobnym czasie, w którym opisał on zmiany jakie zaszły w podejściu do leczenia i diagnozowania ADHD i nigdzie nie negował istnienia tego zaburzenia.

Wyrażał za to zaniepokojenie faktem, że zamiast skupiać się czynnikach psychospołecznych i terapii zaburzenia, lekarze polegają na szybkich rozwiązaniach, takich jak podawanie tabletek i być może to miał na myśli mówiąc „choroba wymyślona”.

„Nie ma badań medycznych umożliwiających zdiagnozowanie takich zaburzeń”

To fakt, że na dzień dzisiejszy nie ma jednego testu, który pozwoliłby stwierdzić istnienie ADHD czy innych zaburzeń utrudniających uczenie się. Jednak medycyna rozwija się szybko. Już dziś wiadomo, że mózg osób z ADHD ma nieco inną budowę i pracuje w nieco odmienny sposób, przypuszczalnie różni się też wielkością – jest mniejszy – tak wynika z badań wykonanych przy użyciu rezonansu magnetycznego. Być może w nie tak odległej przyszłości, pojawi się możliwość szybkiego i skutecznego diagnozowania takich zaburzeń, ale obecnie jej nie ma.

„To się da wyleczyć”

Zaburzenia uwagi i trudności w uczeniu się mogą mieć wiele przyczyn i różnorodne podłoże. Nawet odkrycie, co jest ich przyczyną, nie umożliwi łatwego i skutecznego leczenia. W zależności od rodzaju i nasilenia objawów stosuje się szereg różnych metod: psychoterapię, stymulację słuchu oraz wzroku, terapię integracji sensorycznej, a w ostateczności farmakoterapię.

Nadal jednak nie wynaleziono jednego leku, który byłby skuteczny na każdy z licznych objawów pojawiających się u dzieci cierpiących na ADHD. Obecnie stosowane leki mają wiele skutków ubocznych i choć wielu dzieciom przynoszą ulgę, to warto pamiętać, że tak naprawdę nie rozwiązują problemów, a tyko je maskują. Jeżeli ktoś proponuje Ci „skuteczny sposób leczenia ADHD” zachowaj dużą ostrożność, ponieważ z dużą dozą pewności jest to oszustwo, które ma na celu wyłudzenie pieniędzy.

„To nie ADHD, tylko brak wychowania!”

Jeżeli dziecko ma ADHD, to objawy są bardzo wczesne i dziecko niemal od urodzenia jest ogromnie wymagające. To sprawia, że rodzice w nauczenie pewnych zasad, wyznaczanie granic i uczenie tego co wolno, a czego nie, wkładają znacznie więcej wysiłku niż rodzice dziecka bez takich zaburzeń. Mimo to spotykają się bardzo często z zarzutami, że źle lub „bezstresowo” wychowują swoje dziecko, co jest nie tylko nieprawdziwym, ale też wyjątkowo krzywdzącym mitem.

„Zmień mu dietę, a wszystko minie”

To kolejny rozpowszechniony mit – przez lata wierzono, że po zjedzeniu słodyczy dzieci stają się nadpobudliwe, a już te z ADHD, to w ogóle przestają nad sobą panować. Tymczasem badania tego nie potwierdziły: rodzicom wręczono przekąski, które mieli podać swoim dzieciom, a następnie opisać jak zmieniło się ich zachowanie.

Rodzice przekonani, że dają dzieciom słodycze,  zaznaczali, że dzieci były po nich bardziej pobudzone. Tylko że w jedzeniu, które podali dzieciom, nie było… cukru. Badania te powtarzano w różnych wariantach i okazało się, że na ocenę zachowania dzieci nie miał wpływu cukier, lecz nastawienie rodziców. Oczywiście, im mniej w diecie cukru, barwników i sztucznych dodatków, tym jest ona zdrowsza, ale te składniki nie mają wpływu na pobudliwść dziecka.

Joanna Górnisiewicz

reklama

Niezbędniki w dziale szkoła