reklama

W kącie szkolnego korytarza

Są tacy, co lubią szkołę. Podoba im się twórczy zamęt, porządkowanie wiedzy, lubią prace domowe, lubią być przy tablicy, opowiadać, prezentować swoje zdolności, zajmować się samorządem, akcjami, zbiórkami, wycieczkami.

Są tacy, którzy nie lubią szkoły. Nie lubią hałasu, dziecięcego gwaru, nie lubią indywidualistów, odmieńców, słabeuszy, lub przeciwnie, tych zdolnych, nie lubią dyskutować, odpowiadać na pytania, nie lubią szukania drogi, ba, nie lubią dróg innych niż proste! - nie lubią i już.

Jedni i drudzy bywają uczniami i nauczycielami.
Łatwo jest być miłym uczniem, pierwszym przy tablicy, w pierwszej ławce, wybieranym do apeli i nagród, nagradzanym piątkami i szóstkami, gospodarzem klasy, liderem samorządu, oczkiem w głowie nauczycieli i rodziców. Gwiazdą w klasie.

Trudno jest być antynomią gwiazdy,  uosobieniem indywidualizmu, kotem pod prąd w rwącej rzece sławy, takim któremu wiatr zawsze w oczy, kulą u nogi szkoły, upartym poszukiwaczem odpowiedzi, niepokornym zadawaczem pytań - trudno być, naprawdę.

Ale najtrudniej być matką niepokornego, nauczycielem w szkole, w której niepokorny się uczy, kiedy się samemu niepokornym bywało,a teraz się uporządkowało i w swoim dziecku odnajduje swoje własne odbicie jak w lustrze rzeki; i kiedy szkoła z uporem i delikatnością walca drogowego próbuje takiego odmieńca ustawiać do poziomu, trudno być częścią tego walca, który własne nasze dziecko walcuje.

I o tym ratowaniu się od szkolnej maszyny, o walce o przetrwanie dla indywidualności, o bycie kimś więcej, niż dwuwymiarowy, grzeczny maluch, teraz słów kilka. Najpierw rzut oka w przeszłość. Wspomnienia...

Mały trzyma się kaloryfera. Kaloryfer jest obok drzwi do przedszkola. Strasznie zażenowana próbuję oderwać zaciśnięte palce czterolatka od żeberek, przyglądają się z chichotem inne dzieci i rodzice. Mały szlocha.

Stoję w gabinecie dyrektora. Oprócz mnie jeszcze ktoś- pani z przedszkola. Albo ja, albo on, mówi. proszę zabrać dziecko z przedszkola, demoralizuje mi grupę. Jak? Podważa autorytet. Czterolatek podważa pani autorytet? Tak. Odmawia siedzenia w kółku. To niech się położy. Nie może leżeć? Jak wszyscy siedzą, to wszyscy. Nie chce spać. Warczy na mnie. Moje inteligentne dziecko warczy? Tak, proszę pani, warczy jak za przeproszeniem pies.

Zabieram go z przedszkola. Nie dlatego, że mi kazano, nie ma takiego prawa. Ale dlatego, że wpadłam w środku dnia i zobaczyłam kółko, dzieci siedzące w kółku w kucki jak mnisi buddyjscy, a w środku mój buntownik, blady, drżący, a dzieci kolejno mówią , co dzisiaj złego zrobił chlopczyk, powiedzcie  pani dzieci. Uśmiechy . Zimne jak szkolne kaloryfery.  Zabieram go do domu. Dopiero w domu płacze. Oboje płaczemy.

Po lekcji w pierwszej klasie. Zaryczane dziecko przychodzi do mnie, pokazując zmiętą kartkę z rysunkiem czołgu. Pani powiedziała, że nie można rysować przemocy, trzeba kwiatki rysować. Czołg wylądował w koszu, piękny, starannie wymodelowany czołg. Wyrzucenie rysunku dziecka do kosza na oczach klasy nie było przemocą, skąd.

Za rok będzie w gimnazjum. Długa droga przed nami. Może zaprowadzi go tam, gdzie mnie- kończyłam studia indywidualnym tokiem, nie umiałam pracować w grupie. Zaliczałam po dwa lata w jeden rok, po trzech latach byłam magistrem, melancholijnym magistrem z dużą dozą dystansu do świata. Co mnie podkusiło, żeby zostać nauczycielem? Książka Korczaka „ Jak kochać dziecko”? Wspomnienie mamy nauczycielki, lubianej i wspominanej przez byłych uczniów jako „ ta dobra pani”? Profesor Dmuchawiec?

Podkusiło. Zostałam. Kiedyś powiedziałam sobie, że odejdę z tego zawodu, jeśli któregoś dnia nie wzruszy mnie widok dziecka, płaczącego w kącie szkolnego korytarza. Dzień, w którym nie podejdę do tego zaryczanego malca, będzie ostatnim dniem mojej pracy w szkole.

Bo bardzo często dziecko, płaczące w tym kącie było moim własnym synem.

Kalina

Wychowanie ucznia - przeczytaj pozostałe nasze artykuły.

Rozwój dziecka w wieku szkolnym - kliknij tutaj.

Masz dziecko w przedszkolu ? - zajrzyj tutaj

reklama

Niezbędniki w dziale szkoła